Shop Mobile More Submit  Join Login
About Hobbyist Artist FursikMale/Poland Recent Activity
Deviant for 3 Years
Needs Core Membership
Statistics 902 Deviations 608 Comments 19,734 Pageviews
×

Random Favourites

Friends

Groups

deviantID

Fursik's Profile Picture
Fursik
Fursik
Artist | Hobbyist
Poland
Fursik - jednoosobowa organizacja max-profit*, zajmująca się fotografowaniem obiektów nie do końca żywych, pisarzyrstwem rzeczy o naturze wszelakiej oraz wypełnianiem półcentymetrowych cegiełek kolorem.

Nudzi mi się. Skrobnij coś!

Wszystko zaczęło się na egzaminie próbnym, kiedy nudząc się niemiłosiernie przelałem trochę swoich myśli do brudnopisu z końca testu. Kiedy oddali nam arkusze razem z wynikami, owe zapiski dzielnie zniosły próbę czasu i okazały się być zadziwiająco wręcz dobre! W końcu przeniosłem kilka z nich do formatu txt. i wysłałem do znajomego w sieć. A dalej to już potoczyło się z górki...
Z góry dziękuję Legutowi za nakłonienie mnie do założenia konta na DA, bo gdyby nie jego opinia te zapiski nie byłyby nikomu znane.
:iconccwelcomedplz1::iconccwelcomedplz2: :iconcommentplz: notes by DaRk-Stamps Stamp: Love Commenters by Flame-of-the-Phoenix Writers Stamp by shadow-wolf-haunts Stamp by Kataang-furuba I heart feedback messages by Toxic-Pocky :thumb98874067: I'm Famous Stamp by Khrinx Too much senior-dArama by prosaix
Mail: piter102@autograf.pl
Flag Counter
Interests

Activity


Earthman by Fursik
Earthman
Crop field pests are not dead yet. Neither am I nor my hobby. 
Loading...
So I guess I'm on facebook now too. If anyone's let down by the lack of content, there is the clicky-clicky thing:
www.facebook.com/fursikindustr…
  • Listening to: ODESZA
  • Reading: Orwell
  • Watching: Eraserhead
  • Playing: Tetris
Głębia lasu powoli zaczynała się kończyć. Kolejne pnie szybko przemykały za boczną szybą, a wycieraczki mozolnie odgarniały igły opadające na maskę samochodu. Wyjeżdżając z ambientowego środowiska nieokiełznanej do dnia dzisiejszego natury, Filip po raz pierwszy ucieszył się, kiedy ostre promienie właśnie zachodzącego słońca przebiły grubą szybę aby zakłuć go prosto w oczy. Nie spodziewał się, że wracając do swojej rodzimej miejscowości wzbudzi się w nim aż tak bolesna nostalgia. Zasypiająca dolina rozlewała ostatki swojej światłości po stromych zboczach zarośniętych gęstymi lasami, w których za dawnych czasów bawił się godzinami w poszukiwanie skarbów. Skarby znajdował, ale były to głównie naboje i niewypały z czasów wojny. „Szukaj, a znajdziesz” – mawiała mu często babcia. Szkoda, że nie mówiła tylko co znajdzie.

Nie to jednak interesowało Filipa. Długo czekał na okazję, aby powrócić po latach w swoje strony, ale nigdy nie napawało go to zbytnim optymizmem. Głównie dlatego, że przybył tu po to, aby rozwiązać niepojętą tajemnicę skrywaną przez miniaturowe jeziorko, które odnalazł ponad dekadę temu wraz ze swoim kuzynem, Wojtkiem. W życiu nie spodziewaliby się ujrzeć tak urokliwego zbiornika wodnego na granicy lasu i łąk, ukryte w dolinie za niewielkim zagłębieniem. Woda tam była czysta i zawsze ciepła, choć nie można było określić jej jako przejrzystej. Myśleli z początku, że jest to sprawka źródeł geotermalnych, których nikt przed nimi nie odkrył, ale zamiast zbytniego zastanawiania się nad genezą swojego znaleziska woleli korzystać z niego w jak najlepszy sposób.
Każde wakacje obracały się właśnie dookoła kolejnych spotkań przy ich „Jeziorku”(może i byli kreatywni jako dzieciaki, ale żaden z nich nie miał głowy do nazw). Przy stromym zboczu nieopodal stawały domki postawione na rozłożystych gałęziach, tymczasowe świerkowe szałasy a nawet opona zawieszona na kawałku grubej liny. Wujek Wojtka i tak narzekał tylko na te „pieruńskie opony od ciągnika”, więc jednocześnie wyświadczyli mu tym wielką przysługę.

Każda zabawa charakteryzuje się jednak tym, że musi mieć swój koniec. Nie był on w żaden sposób tragiczny, ale zdecydowanie zbyt gwałtowny i niespodziewany. Na rok przed planowaną przeprowadzką Filip starał się nie popadać w rozpacz i cieszyć się swoim szczęściem i towarzystwem do samego końca. Kiedy załatwił już większość codziennych spraw, wybrał się nad „Jeziorko”, aby zażyć chociaż odrobiny zasłużonego relaksu dla zmęczonego ciała. Gdy bezcelowo dryfował po niewielkiej powierzchni wodnej, zdał sobie sprawę, że nigdy nawet nie widział dna tego właśnie miniaturowego jeziora. Mogli wsadzać tam najdłuższe kije i skakać prawie z czubka drzewa bez strachu o utratę zdrowia lub życia przez uderzenie w muliste dno. Filip nigdy nie lubiał kiedy woda dostawała mu się do oczu, dlatego zamykał je najmocniej jak potrafił ilekroć zdarzało mu się zanurzyć w toni ponad poziom nozdrzy. Kiedy na czternaste urodziny dostał od ciotki okularki pływackie, wypróbował je po raz pierwszy właśnie w swoim ukochanym kąpielisku. Nigdy nie zastanawiał się nad tym widokiem, ale jeżeli począł wpatrywać się pod siebie wystarczająco długo, zauważał, że nieważne jak mocno skupiał wzrok, nie widział nic poza roztaczającą się ciemnością. Sam pomysł nieskończonej czerni wydawał mu się niepokojący, ale zobaczyć coś takiego, poczuć brak jakiegokolwiek światła w tak niewielkiej odległości od siebie... Nie mógł nawet wyobrazić sobie miejsca, jakim było dno znajdujące się Bóg jeden wie ile metrów pod jego stopami. Gdyby wrzucił tam kamień, zapewne obserwowałby jak ten powoli ginie w odmętach aby nigdy już nie powrócić. Jak na jezioro tak małe, że nie było uwzględniane nawet na lokalnych mapach, stanowiło to prawdziwy ewenement; wynaturzenie, które jakimś cudem umknęło ludzkim oczom przez dziesięciolecia. Gdyby nawet Filip próbował ogarnąć umysłem przestrzeń, która mogła być wtedy przed nim, przyprawiłoby to go o potężny ból głowy. Spotkać coś, czego nie jest się w stanie zobaczyć ani pojąć: to było doznanie, którego nie dane mu było do tej pory odczuć. Niepokoił go również fakt, że w wielu momentach brzegi wyglądały na naprawdę cienkie. Chciałoby się powiedzieć „wystarczająco cienkie”.


Dlatego postanowił sprawdzić głębokość jeziora na własną rękę. Po chwili niepewnego wahania wziął głęboki wdech, zamknął oczy pomimo tego, że swoje wierne okularki zawsze miał przy sobie i wpłynął w nieznane. Po kilku mocnych machnięciach rękami zaczął zwalniać, gdyż nagrzana promieniami słońca woda pod powierzchnią zaczęła gwałtownie zmieniać się w niespotykany wcześniej chłód. Momentalnie temperatura całego jego ciała zdała się zmniejszyć o parę stopni a serce mogło równie dobrze przestać mu bić. Kiedy otworzył oczy zobaczył... Nic. Jedno wielkie Nic. Z każdej strony okalała go masa nieprzebytej czerni, a z zimna myśli zaczęły płynąć mu wolniej. Porozglądał się przez chwilę dookoła siebie, wpół sparaliżowany strachem, po czym zaczął natężać słuch. Przez głuchy szum wody i krwi tętniącej mu w naczyniach krwionośnych ucha usłyszał delikatne dźwięki przerywające to monotonne mruczenie otchłani. Nastawił lekko ucha i zaczął zastanawiać się nad tym, co właściwie wyłapywały jego uszy. Coś jakby... szepty?

Gdy tylko iskra wysłana przez rozum sprawiła, że zorientował się w swojej sytuacji chwycił go atak nagłej paniki. Zaczął desperacko przedzierać się przez wodę w losowo wybranym kierunku, mając jedynie nadzieję na to, że będzie on prowadził na powierzchnię. Na szczęście po kilkunastu sekundach ujrzał światło ponownie i wygramolił się na brzeg, ciężko dysząc. Usiadł pod najbliższym świerkiem i przerażonym wzrokiem wpatrywał się w uspokojoną już taflę jeziora, jakby miała ona wyjść o własnych siłach i wciągnąć go z powrotem.
Już wcześniej wiedział, że była to jego ostatnia okazja na spotkanie się ze swoim cichym, falującym przyjacielem, ale wtedy był tego bardziej niż pewien.

Kiedy już przeprowadził się z rodziną do innego miasta oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów, zaczął zajmować się swoim życiem codziennym tak bardzo, że w końcu wspomnienia o tym przeklętym jeziorze zaszły mu mgłą obowiązków i praw, nowych doświadczeń, nowych ludzi, nowego otoczenia. Tego właśnie pragnął najbardziej: zrobić wszystko aby tylko zapomnieć, że coś takiego kiedykolwiek istniało. Starał się dalej prowadzić swoje życie normalnie: zacząć funkcjonować w nowej szkole, skończyć ją z wyróżnieniem, po drodze boleśnie się zakochać, pójść na dobre studia, znaleźć bratnią duszę, założyć rodzinę utrzymywaną przez dobrze płatną pracę polegającą na regularnym hodowaniu garba za biurkiem i stukaniu w klawiaturę... Ponieważ to tak wygląda typowe życie, prawda?
Być może właśnie do tego aspirował Filip: do najzwyklejszego żywota, przeciętności w najmocniejszym tego słowa znaczeniu, trwania w błogim marazmie bez niepotrzebnych niespodzianek. Jednak wszystko to zleciało mu zdecydowanie zbyt szybko. Miał nawet wrażenie, że wystarczy, żeby przymknął oczy, a przed nimi przeleci mu cały rok życia jak mucha latająca w poszukiwaniu kawałka nieświeżego pożywienia. Kamienie milowe w życiu każdego zdrowego człowieka były dla niego jak kupka nicnieznaczącego żwiru. Niewiele rzeczy było w stanie pobudzić jego ciekawość, zadziwić go, rozbawić czy zaintrygować. Czuł się, jakby został mu odebrany jedyny pierwiastek człowieczeństwa, który kultywuje się będąc jeszcze pacholęciem. Nie chciał się do tego przyznawać, ale dobrze wiedział, co mu ten pierwiastek odebrało. Dlatego musiał wrócić.

Miłą niespodzianką był fakt, że stary i uwielbiany przez niego pensjonat wciąż stał i prosperował jak za starych czasów. Nawet recepcjonistka, która drzewiej była głównym obiektem żartów jego i Wojtka przyjęła go z ciepłym uśmiechem na pomarszczonych ustach.  
- No proszę, kogo ja znów widzę! – zaanonsowała z gromkim śmiechem
- Tak, nie mylą cię twoje stare oczy, Ciociu Dziadziu! To twój ukochany Filipek spod siódemki.
- Och, jakże mogłabym zapomnieć jednego z moich ulubionych urwipołciów – powiedziała typowo babcinym głosem, łapiąc go za policzek. – Powiedz, co cię tu sprowadza po tych latach?
- Ach, taka tam wycieczka krajoznawcza. Myślałem, że odwiedzę stare śmieci i powspominam osiedlowe sklepiki, punkty informacyjne, może nawet skoczę nad jeziorko... – przeiągnął ostatnie słowo jak agent mówiący szyfrem. Ciocia Dziadzia raczej nie zrozumiała do końca jego intencji, ale i tak straciła prawie całą swoją pogodę ducha na sam dźwięk tego słowa.
- Och, w takim razie... chyba nie masz za bardzo czego tam szukać – przyznała z lekkim zawodem – półtora roku temu całe jeziorko wylało, ale niewiele wiem na ten temat. Powinieneś spytać starego Kazka, który mieszkał pod lasem. I wciąż mieszka, o ile nie odwiedziła go jego ukochana w czarnym płaszczu i z kosą. Ale znając naszego starego Kazia, na pewno trzyma się dobrze! – jej utracony entuzjazm wrócił na swoje miejsce w przeciągu zaledwie kilku sekund. Za to właśnie chłopaki kochali swoją zrzędliwą Ciotkę Dziadzię.

Jak zapowiedział, tak też uczynił. Po niespokojnej nocy wciąż przerywanej tęsknym skowytaniem okolicznych wilków stanął przed rozpadającą się chatą, obrośniętą z każdej możliwej strony ponurzastym, zaschniętym mchem. Wspomniany Kazek siedział na ławeczce obok drzwi wejściowych, pewnie obserwując otoczenie i planując swój plan pracy na ten dzień. Dziwnie jest patrzeć jak na sam widok ludzkiej istoty ktoś może tak się rozpogodzić. Sędziwy robotnik od razu wstał i podał rękę dawnemu znajomemu.

- No proszę, kogo ja znów widzę! – w jego słowach było coś, co odbierało im naturalności, zupełnie jakby uczył się ich godzinami przed lustrem.
- Znów? Jak to? – Filip dobrze pamiętał, że chatę widział często, ale nigdy nie dane mu było poznać jego mieszkańca.
- No widzisz, młody, jak się już tyle czasu w życiu pracowało między drzewami, człowiek uczy się dostrzegać rzeczy, których inni nie widzą – przyglądnął mu się i zmarszczył brwi, jakby nad czymś intensywnie myślał - ...ty jesteś Filip, prawda?
- Prawda – odpowiedział z niemałym zdziwieniem – winszuję dedukcji.
Staruszek zaśmiał się ochrypłym głosem, po czym rozsiadł się z powrotem na swojej wyheblowanej, drewnianej ławie.
- Nie dedukcja, młody, ale pamięć. Ona jako jedyna mnie nigdy nie zawiodła. Poza tym ciężko by zapomnieć takich urwipołciów jak ty i twój dawny towarzysz. Jak on miał... Wojtek? Ach, zresztą nieważne, powiedz co cię tu sprowadza. Na pewno nie przyszedłbyś tu tylko po to, aby odwiedzić starego drwala i dodać mu trochę otuchy pod koniec żywota, prawda?
Talent starych ludzi – zawsze umieją wyssać cały wiatr z żagli jednym zgrabnym zdaniem.
- Właściwie mam tylko jedno pytanie – zaczął Filip, wciąż przejęty szczyptą niepewności – dotyczące jeziorka, które tu było nieopodal. Pani Dziadzia... Tfu! Jadzia mówiła, że pan widział, co się z nim stało.
- Tak jest. Widziałem, oj widziałem co się z tym miejscem stało. Jednej nocy chrapałem sobie smacznie aż tu jak coś nie huknie za oknem! Myślałem przez chwilę, że znowu miałem te dwadzieścia lat i zapierniczałem w kopalni, przysypiając sobie między kolejnymi wybuchami. Wybiegłem co prędzej coby zobaczyć, co się podziało, ale widziałem tylko, że to twardy, błotnisty brzeg który na brzegu górki biegnął, został naderwany. Woda lekko tylko ciurkała, więc zawróciłem uspokojony, w końcu co tam kogo ta przerośnięta kałuża obchodziła. Ale kiedy tylko parę kroków uszedłem, za plecami zaczęła spadać prawdzia lawina wody. Całe zbocze pękło jak moje portki, co mi przez kilkanaście lat służyły dopóki się nie rozpruły. W życiu żem nie widział jak tyle wody naraz przelewa się z jednego miejsca na drugie. Przez moment nawet mi się wydawało, że ten nasz pagórek ożył, a brzegi były jego naderwanymi tętnicami. Po prostu nie przestawało płynąć. Zalało całą sąsiednią dolinę, na szczęście nikogo tam nie było, a i moja chata wciąż stała, to się przestałem interesować. Stało się nieszczęście, bo teraz wszystko tam bagnami pokryte. Nie wróciłem już tam nigdy. Ludziom mówiłem, że to z szacunku, a jak się kto pytał to odpowiadałem po prostu, że widziałem tam już wystarczająco dużo. – nagle ściszył ton głosu i mówił tajemniczym półszeptem – Ale tak naprawdę, to ja tam już nigdy nogi nie postawiłem, bo mnie strach oblatywał. To nie była zwykła woda, to co się tam przelało. I nie zamierzam dowiadywać się co, co radzę i tobie, młody. Wiem, że nie zatrzymam cię przed pójściem tam, ale lepiej się dobrze przygotuj...
- Dzięki, Panie Kazku – wydukał Filip po dłuższej przerwie – nie zapomnę dobrej rady.

Tego samego popołudnia stał już przy pękniętym brzegu, patrząc na niego z dołu jak ktoś, kto po raz pierwszy widzi szczyty potężnych drapaczy chmur. Widok istotnie był majestatyczny, ale też groźny. Cały rząd skał i gleby rozdarte w pół nieziemską prawie siłą. Sam widok wydawał się wciąż bić siłą kataklizmu, o którym wspominał Kazimierz. Prawdziwe wrażenie robił jednak widok rozpościerający się naprzeciw rozerwania.

Było to jedno ogromne, podłużne bagnisko, parujące i cuchnące ciemnym szlamem. Wyglądało to jakby jezioro zamiast wody miało w sobie właśnie tę okropną substancję i że to ona wylała się zamiast wody, natychmiastowo pogrążając lokalny ekosystem w apokaliptycznym mroku. Większość drzew została pogrzebana pod hektolitrami ciemnego płynu, łamiąc się jak zapałki, a te, które pozostały, szybko uschnęły stojąc w miejscu, pozostawiając po sobie jedynie drewniany szkielet. To, co kiedyś było kwitnącą, nietkniętą doliną teraz stało się aleją cmentarną, której koniec znikał wraz z linią horyzontu. Niepewnie, ale stabilnie, Filip postawił pierwszy krok w kierunku głębi. Nie miał pojęcia, czego się spodziewać, ale nie zamierzał zostawić tej niewiadomej w spokoju. Głośne mlaśnięcie i już podeszwa ciężkiego buta roboczego pokryła się błockiem.
„Wciąż nawilgotniałe. Pewnie z tego, co zostało na dnie.” – chciałby móc wypowiedzieć tę myśl na głos, ale miał wrażenie, że lepiej pozostać cicho. W promieniu kilometra nie widać było znaku życia, ale jeżeli cokolwiek miało się czaić między krzakami wyrośniętymi na tym żyznym, ciepłym nawozie, lepiej było zostawić to coś w spokoju.

Po kilkunastu minutach zostawił za sobą cały krajobraz, który był jedyną rzeczą pokazującą, że miejsce takie jak to może istnieć w naszej rzeczywistości. Otaczały go jedynie cierniste krzaki, czarny grunt, pochmurne, grafitowe niebo oraz gęsta i ciężka cisza. Naokoło słyszeć można było jedynie jak pojedyncze pęcherze organicznego gazu przedostawały się na powierzchnię i pękały w konwulsyjnym bulgocie.
Ciężko byłoby mu opisać kształty, które zostały uformowane przez ostatnie miesiące w tym właśnie miejscu. Wszystko wyglądało tak, jakby zostało przez kogoś pokryte grubą warstwą stopionego popiołu, drzewa odcięto od jakiegokolwiek źródła światła i pożywienia, a z tego, co pozostało, figlarny rzeźbiarz postanowił stworzyć liczne bohomazy, rozrzucając je po zaułkach. Dno zaczęło robić się coraz bardziej zaschnięte, a w pewnym momencie Filip poczuł lekkie łaskotanie u podstawy stóp. Z niechęcią schylił się i zauważył, że w gęstej masie pływały różnego rodzaju szczątki, utrzymujące ten lepki grunt w jednym kawałku. Głównie były to ostre ości nienaturalnie wielkich ryb, ale zdarzały się też pomniejsze kości małych zwierząt leśnych, które najwyraźniej nie zdołały uciec przed zabójczą falą.

Kiedy zdążył już przejść dystans równy naprawdę długiemu spacerowi i już zaczynał przyzwyczajać się do tej koszmarnej wersji niegdyś znanego terenu, na drodze stanęła mu ściana gęstych krzaków o kolcach ostrych niczym nowo zakupione żyletki. Rosły świetnie na tym przedziwnym nawozie i zdawały się dobrze strzec tego, co znajdowało się za nimi. Szczególnie dziwne było, że grunt, z którego wyrastały pokryty był lśniącym szronem, jasno kontrastującym z czernią, na której był osadzony. Filip wyciągnął swój wysłużony scyzoryk i bez zastanowienia zaczął ciąć rozpostarte, drapiące kawałki zatwardziałych krzewi. Stawiały godny siebie opór, a przemarznięte do szpiku korzenie wcale nie ułatwiały sprawy. W Filipie jednak istniała już tylko determinacja do spuszczenia zasłony szeptów, które słyszał z nieznanego dna. Kiedy uciął ostatni cienki pieniek, wszystkie korony krzaków upadły w tył, jakby pokazywały wyższość chłodu stali nad chłodem, którego miały strzec.
Wtedy to ujrzał źródło. Coś... niewyobrażalnego, bez jakiegokolwiek kształtu ani koloru, emitującego parzące światło i chłód, który zbudował dookoła upiorne szronowate wzorki na tronie z martwej materii. Coś, co swoją siłą było w stanie wybić całe życie w okolicy na swoje skinienie. Coś, od czego biło niewypowiedziane do tej pory zło, konsumując energię zgromadzoną dookoła siebie, oplecione ciasnymi więzami z winorośli, które wyrosły nigdy nie widząc nawet promienia życiodajnego światła. Filip chciał chociaż przyjrzeć się temu zjawisku, które nie było ani rzeczą, ani żywiołem, ale nieznośny pisk przebił mu uszy i zmusił do opadnięcia na ziemię. Ostatnim, co dotarło do jego świadomości był ten sam niezapomniany szept. Wciąż nie mógł zrozumieć żadnego słowa, ale wydawało mu się, że wiedział, co ten głos chce przekazać. Coś na kształt języka, który każdy zna od urodzenia, ale zagłuszany jest podczas pierwotnej nauki. Gasnącym umysłem mógł pojąć tylko skrawki informacji, którą ta istota starała mu się powiedzieć.

Kiedy odzyskał przytomność, znalazł się z powrotem na początku drogi. Mógł przebyć ją jeszcze raz, ale wszystkie zmysły kazały mu zawrócić i odejść jak najdalej od tego miejsca. Czuł w sobie lekki żal, ale dolinę opuścił z czystym sumieniem i zatrutą duszą.


Od lat szukał, więc w końcu znalazł. Poza tym nie zmieniło się absolutnie nic.
Pisz
Hm. No to coś zrobiłem.
Loading...
Hope by Fursik
Hope
Welp, I've gotten a little lazy with the submissions. I'm on facebook now, but it doesn't mean I will abandon my origin.
Loading...
So I guess I'm on facebook now too. If anyone's let down by the lack of content, there is the clicky-clicky thing:
www.facebook.com/fursikindustr…
  • Listening to: ODESZA
  • Reading: Orwell
  • Watching: Eraserhead
  • Playing: Tetris

AdCast - Ads from the Community

×

Journal History

Comments


Add a Comment:
 
:iconigreymatteri:
IGreyMatterI Featured By Owner Jun 27, 2015
Witam witam. :]
Reply
:iconfursik:
Fursik Featured By Owner Jun 29, 2015  Hobbyist
Multikonta się robi bez uroczystego powiadomienia. Dooooobra, zapamiętam sobie.
Reply
:iconigreymatteri:
IGreyMatterI Featured By Owner Jun 29, 2015
No bo zniknąłeś z Luźnej to nie wiesz co się w świecie dzieje. Tam dawałem info o tym koncie. ;P
Reply
:iconfursik:
Fursik Featured By Owner Jun 30, 2015  Hobbyist
Gdyby Luźną(czy całe forume) okazywało znaki choćby śladowej tkanki zdrowej od raka to pewnie bym wrócił. Daj znać jak już się trochę na Luźnej uspokoi.
Reply
(1 Reply)
:iconibandskipbeatlover:
ibandskipbeatlover Featured By Owner Aug 29, 2014  Hobbyist Traditional Artist
Happy Birthday!I hope it's great!
Reply
:iconfinnyanne:
Finnyanne Featured By Owner Aug 29, 2014  Hobbyist General Artist
Happy birthday dear Fella Birthday Dance 
Reply
:iconrayoung:
rayoung Featured By Owner Aug 18, 2014  Hobbyist General Artist
Thank you for joining :iconlife-for-art: ! We hope you enjoy the group, if you have any questions feel free to ask us!
Reply
:icontikonka:
Tikonka Featured By Owner Aug 3, 2014  Student General Artist
Chciałam bardzo podziękować za watch =)
Reply
Add a Comment: